Wdech i pełne zanurzenie, czyli skanowanie ciała w duchu mindfulness

Ostatnie wpisy były dla ciała, dla zmysłów. W związku z tym, tym razem… też dla zmysłów i to po całości. Tym razem bowiem o skanowaniu ciała, które jakiś czas temu zarzuciłam, przyznaję sama przed sobą ze skruchą i żalem. Liczę jednak, że tym wpisem zachęcę nie tylko Ciebie, ale i zmobilizuję się sama na nowo do regularnej praktyki.

Skanowanie ciała jest jednym z bardziej popularnych ćwiczeń uważnej obecności. Dzięki niemu możemy w pełni uświadomić sobie odczucia płynące z ciała, które często są niezauważone lub zepchnięte do podświadomości. Żyjemy w swoich głowach, planując, rozpamiętując. W ciele jesteśmy rzadkimi gośćmi.

To paradoks, żyjemy bowiem w dobie kultu ciała. Wizja idealnego ciała, do którego wiecznie nam tak daleko, nachalnie lansowana jest przez media, żeby wcisnąć nam „dobra”, których wcale nie potrzebujemy. Żerując na naszej niepewności, nieustannym poczuciu braku, producenci wmawiają nam, że jeszcze tylko to nowe serum do rzęs i wreszcie będzie dobrze. Na chwilę, tak mniej więcej do kolejnego bloku reklamowego. Konfrontowani z obrazami „idealnych” ciał dużo myślimy o własnym, wiecznie poddając je krytycznej ocenie. A im bardziej myślimy, porównujemy i oceniamy, tym mniej je odczuwamy. Jak rzadkie są momenty kiedy naprawdę wsłuchujemy się w swoje ciało bez oceniania, bez strachu, że to ukłucie, to już na pewno rak.

Mnie takich odświętnych chwil świadomego bycia we własnym ciele dostarcza praktyka jogi. Kiedy wskakuję na matę najważniejsze dla mnie jest poczucie ciała, zidentyfikowanie miejsc, które mogłabym rozluźnić oddechem. W pełni poczuć, co dzieje się przy wdechu, co przy wydechu. I czasami się udaje, a czasami myślę o mailu, na który jeszcze nie odpowiedziałam i o tym, że w sumie to może już kończmy?

Skanowanie ciała pozwala na nowo zagościć w swoim ciele od małego palca u lewej stopy po czubek głowy. Leżąc wygodnie na plecach w ciszy i cieple, zaczynamy właśnie od  palców jednej ze stóp i uważnie z wdechem i wydechem obserwujemy wszystkie odczucia, ciepło, zimno, mrowienie, czy też brak wszelkich odczuć w nodze. Kiedy dotrzemy do miednicy powtarzamy cały proces z druga nogą. Po ponownym dotarciu do miednicy skanujemy cały tułów aż do barków. Następnie przenosimy całą uwagę do palców dłoni i znów wędrujemy uwagą w górę, ponownie docierając do barków. Następnie wsłuchujemy się we wszystkie sygnały płynące z szyi, twarzy aż po czubek głowy. O ile nie zaśniemy gdzieś po drodze, o co nie trudno. Cały wic polega na tym, żeby mimo rozluźnienia ciała zachować przytomność umysłu.

Każda część ciała poddana skanowaniu w naturalny sposób rozluźnia się i jakby rozpływa się, kiedy nasza świadomość przenosi się do kolejnego obszaru. Ostatecznie oddech swobodnie przepływa przez całe ciało. Stajemy się tym oddechem, rozluźniamy mięsnie do tego stopnia, że nie czujemy ich już wcale. To cudowny stan. Na koniec sesji ponownie skupiamy się na palcach stóp i dłoni, budząc je do życia i na nowo odzyskujemy świadomość nie tylko samego oddechu, ale i naszej cielesności.

Skanowanie ciała pozwala zdać sobie sprawę z nagromadzonych w ciele napięć i rozluźnić je świadomym oddechem „masującym” cały ten cudowny kosmos pod skórą. W tym samym czasie regeneruje się również, a może przede wszystkim nasz umysł. Relaksujemy się, jednocześnie ćwicząc koncentrację i umiejętność skupienia uwagi.

Na skanowanie ciała natrafiłam dzięki książce Jona Kabat-Zinna „Życie, piękna katastrofa. Mądrością ciała i umysłu możesz pokonać stres, choroby i ból.” Autor jest profesorem medycyny, naukowcem, nauczycielem medytacji, popularyzatorem praktykowania uważności i twórcą Programu Redukcji Stresu i Relaksacji w klinice medycznej przy uniwersytecie Michigan.

Skanowanie ciała jest pierwszym krokiem Programu, pierwszym spotkaniem z uważnością i medytacją. W książce Kabat-Zinn przytacza historie pacjentów, którzy dzięki tej metodzie odzyskali komfort przebywania we własnym ciele, ograniczając w dużym stopniu ból, który towarzyszył im latami.

W książce dostępny jest skrypt całej sesji. Naturalnie praktyka z nagraniem instrukcji jest dużo łatwiejsza. Przekonałam się o tym dzięki innej książce tego autora, do której dołączona była płyta „Méditer. 108 leçons de pleine conscience” (Medytacja. 108 lekcji pełnej świadomości. Niestety, pozycja ta nie została wydana w Polsce). Mam teraz przyjemność roztapiać się w relaksacji rozkoszując się gardłowym francuskim „er” Bernarda Giraudeau.

Wszystkim za pan brat z angielskim polecam 45 minutowy body scan czytany przez Kabat-Zinna we własnej osobie, który bez trudu można znaleźć w Internecie. W języku polskim dostępnych jest sporo różnych wersji, jedne lepsze, inne gorsze. Warto poszukać, spróbować.

Nadal nieprzekonanych pozostawiam za słowami Jona Kabat-Zinna :

„A zatem skanujmy ciało raz za razem, dzień po dniu. Chodzi nie o to, by je oczyścić, by czegoś się pozbyć, nawet nie o to, by się odprężyć. Takie mogą być motywacje, które pchnęły nas do ćwiczeń i które każą nam je wykonywać dzień za dniem. Co więcej możemy się po nich czuć lepiej i bardziej odprężeni. Ale aby ćwiczyć właściwie w każdej chwili, musimy porzucić nawet te motywacje. Wtedy ćwiczenia ze skanowania ciała będą jedynie sposobem bycia z własnym ciałem i sobą, sposobem na osiągnięcie pełni w danej chwili.” (Kabat- Zinn, J., Życie piękna katastrofa, 2013, s.136)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Create a website or blog at WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: