Refleksje nad miską ryżu

Ostatnio błąkając się po YouTube, trafiłam na wideo opisujące eksperyment japońskiego badacza i pisarza, Masaru Emoto (1943-2014), który bardzo mnie poruszył.

Najsłynniejsze prace dr. Emoto to te, w których pokazuje jak zachowuje się woda po zamrożeniu, którą uprzednio poddawano różnym pozytywnym bądź negatywnym bodźcom, myślom, słowu mówionemu, pisanemu, obrazom, muzyce różnych gatunków, zanieczyszczeniom. Kryształy tej zamrożonej wody zdecydowanie różniły się wyglądem w zależności od tego, czy bodziec naładowany był pozytywnymi bądź negatywnymi emocjami. Woda, która „doświadczała” modlitwy, do której kierowane były słowa pełne miłości, tworzyła piękne kryształy, natomiast ta, którą poddawano negatywnym myślom, przykrym słowom po zamrożeniu tworzyła bezładne struktury.

Podobny eksperyment, i to własnie ten, na który natrafiłam na YT, został przeprowadzony tym razem z ryżem. Ryż umieszczono w 3 naczyniach, zalano wodą i każdego dnia dr Emoto, zwracając się do pierwszego naczynia z ryżem, wyrażał swoją wdzięczność, do ryżu w drugim naczyniu mówił „Jesteś idiotą”, a trzecie naczynie z ryżem było ignorowane. Po miesiącu okazało się, że ryż z pierwszego naczynia uległ fermentacji i wydzielał bardzo przyjemny zapach, nadal wyglądając apetycznie, ryż „idiota” sczerniał, natomiast ignorowany pokrył się kożuchem pleśni. Cała sprawa nie jest nowa i można trafić na cale mnóstwo filmików, w których kolejne osoby pragnące przekonać się na własne oczy jaka jest siła pozytywnych i negatywnych myśli, emocji, słów i obrazów, przeprowadziła ten eksperyment w zaciszu własnego domu. Reguła się potwierdzała.

Jakie wnioski możemy wyciągnąć z tego eksperymentu?

Po pierwsze, jeśli już chcemy przetrzymywać w nieskończoność jedzenie podlegające procesom gnilnym, to mówmy do niego z miłością 😉 .

Tak, ale żarty na bok. Dlaczego ten eksperyment tak mnie poruszył? Dlatego, że pomyślałam o tym, jak często ślę do samej siebie myśli pełne zniecierpliwienia, zawodu, niechęci. Jak energia tych trujących myśli wpływa na każdą komórkę mojego ciała. „Jestem nie dość…”, „znowu zawaliłam”, „no przecież mogłam lepiej, szybciej, bardziej błyskotliwie, …”, „miało być dobrze, a jest jak zwykle”. I tak dalej, nie muszę tego ciągnąć, wiesz o czym mówię? Wiesz. Gdybym była jedyną osobą zatruwającą się swoimi myślami, żylibyśmy wszyscy w krainie powszechnej szczęśliwości.

Pierwszym krokiem jest uświadomienie sobie, że fundujemy sobie takie krzywdzące myśli, od których „pleśniejemy” od środka.  I nie chodzi wcale o spychanie ich, tłumienie. To nie działa, takie stłumione myśli wracają ze zwielokrotnioną siłą. Ważne jest jak się zachowamy, jeśli już się pojawią. Czy poddamy im się, pójdziemy za nimi, czy zachowamy przytomność umysłu i staniemy po swojej stronie. Pomyślmy, co w przypadku takiej czy innej „wtopy” powiedzielibyśmy osobie, którą kochamy. Wcieralibyśmy sól w rany? Wbijali szpile coraz głębiej? A jak często robimy to samym sobie? Zdecydowanie za często.

Jak pisze dr Rick Hanson, autor książki Rozwiń w sobie mózg Buddy. Proste ćwiczenia, wielkie korzyści, „Żeby poczynić jakiekolwiek kroki dla poprawy swojego dobrobytu (…) musisz być po swojej stronie. Nie przeciwko innym, ale dla siebie. (…) Pomyśl, co oznacza być dla kogoś przyjacielem. Następnie postaw sobie pytanie: Czy jestem tego typu przyjacielem dla samego siebie?” [Hanson, 2014, s.29]

Myślmy o sobie z miłością, miejmy dla siebie współczucie. Nie pozwalajmy sobie na pomiatanie samym sobą. Pewnie, to wymaga wysiłku, ale warto go podjąć. „(…) mózg przypomina rzep w stosunku do doświadczeń negatywnych, a teflon do pozytywnych. To rzutuje na pamięć ukrytą – nieświadome uczucia, oczekiwania, wierzenia, tendencje i nastrój – coraz bardziej negatywnie. (…) Nachylając się ku dobru – ku temu, co przynosi więcej szczęścia i korzyści tobie i innym – wyrównujesz szanse. Dzięki temu doświadczenia pozytywne, zamiast spływać po tobie jak po kaczce, zaczną zbierać się głęboko w twoim mózgu i wypełniać twoją pamięć ukrytą.” [Hanson, 2014, s.34]

Sama doświadczenia z ryżem nie robiłam, ale mogę zaświadczyć, że kwiaty, które zapewniam o swoich uczuciach i obdarzam komplementami, rosną jak szalone.

I co dalej z całą tą wiedzą z zakresu psychologii hydrologicznej, dietetyki, neurologii, botaniki, popartą badaniami organoleptycznymi prowadzanymi swego czasu zaciekle przez badaczy z całego świata 🙂 ? Jak możemy ją wykorzystać? Ja od jakiegoś czasu zaczynam i kończę każdy dzień wypełniając swoje myśli wdzięcznością i deklaracjami miłości do siebie. Brzmi dziwnie? Zgadzam się, ale co z tego, skoro sprawia, że czuję się lepiej, lżej mi i jakoś tak więcej ciepła w sercu?

Spróbuj. Na początek szczery uśmiech do swojego odbicia w lustrze, kiedy widzisz swoją wygniecioną twarz i rozczochrane włosy z samego rana, będzie krokiem w dobrym kierunku.

Film z ryżowym eksperymentem można zobaczyć na FB, zapraszam :

https://www.facebook.com/Jakby-to-pi%C4%99knie-by%C5%82o-2058705434351188/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Create a website or blog at WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: