Styczniowe spotkania na macie

Druga połowa grudnia to dziwny czas. Czas trochę gorączkowy, trochę nostalgiczny. Czas podsumowań i gorących postanowień poprawy. I niby to tylko kolejny ciemny, zimowy miesiąc, kolejny mały krok ku upragnionej wiośnie, a jednak magia nowego roku robi swoje. Zamknięcie pewnego rozdziału, otwarcie nowego, który przecież będzie lepszy, pełniejszy, bardziej satysfakcjonujący. Taki właśnie być musi.

Parę lat temu na fali takich podsumowań i postanowień podjęłam się jednego z wielu 30 days yoga challenge, które zawsze w styczniu pojawiają się na YouTube.

Wcześniej ćwiczyłam jogę z wideo na YT, ale tak z doskoku, albo ćwiczyłam, albo nie. Nowy filmik każdego dnia zdecydowanie mobilizował mnie do codziennej praktyki. I, jasne, po drodze zdarzało mi się coś opuścić i 30 dni kończyłam gdzieś w pierwszym tygodniu lutego, ale jednak byłam konsekwentna, i z dnia na dzień nabierałam nawyku pojawiania się na macie, a to już bardzo wiele. Podobno wyrobienie nowego nawyku wymaga konsekwentnych 66 powtórzeń danej czynności. 30 days challenge daje ku temu świetną okazję, to 30 kroków w dobrym kierunku. Jeśli w dodatku szybko się nudzisz, to tu już nie ma co wybrzydzać. Codziennie coś nowego. Pamiętam, że zawsze towarzyszyła mi ekscytacja, co też będzie dzisiaj.

Plusem jest niewątpliwie to, że w ciągu tych 30 dni wykonywane ćwiczenia naturalnie się powtarzają i możemy zobaczyć jak pokraczna „pseudo-asana” z dnia trzeciego zmienia się w całkiem przyzwoitą asanę dnia 29.  Jak zaczynamy bardziej czuć swoje ciało i rozumieć co też kolejne asany nam dają. Jak po dwudziestu paru dniach przypominania o tym, że raz na jakiś czas wypadałoby jednak przewentylować płuca, jakoś tak samo weszło w nawyk.

Ale praktyka jogi to nie skłony i wygięcia na tle zachodzącego słońca, w każdym razie na pewno nie tylko. To czas na zatrzymanie się, zrobienie czegoś tylko dla siebie, poświęcenie sobie i tylko sobie tych przysłowiowych 30 minut. Zajrzenie do swojego wnętrza, zrobienie porządków, poukładanie myśli. To zabawne ile czasu i energii poświęcamy na porządki w domu, a jakoś tak nie przychodzi mam do głowy żeby uporządkować to, co dzieje się w umyśle, poobserwować ciało, które wysyła nam całą masę subtelnych sygnałów i chce być wysłuchane, ale jeśli jest konsekwentnie ignorowane w końcu serwuje nam chorobę. Ten noworoczny czas to świetna okazja, żeby zastanowić się czy dajemy sobie tę konieczną uwagę. I czy kolejne 10, 15 minut, które tak często poświęcamy na wymachiwaniu palcem po ekranie telefonu, nie lepiej byłoby przeznaczyć na świadome oddechy, czy na kompletny relaks i odpuszczenie w pozycji dziecka. Tych 30 styczniowych spotkań na macie, to może być początek życiowej rewolucji, a może tylko odnalezienie rozgrzeszenia i uspokojenie wyrzutów sumienia, po wszystkich świątecznych serniczkach. Tak czy siak robimy dla siebie coś dobrego.

I tak ja ostatnich kilka lat styczeń spędzam w towarzystwie Adriene Mishler prowadzącej kanał Yoga with Adriene. Gorąco polecam jej filmy przede wszystkim ze względu na fantastyczną energię Adriene, która jest nie tylko świetną nauczycielką, ale też bardzo pozytywną osobą ze zdrowym dystansem do siebie. To, co sprawia mi przyjemność w tych codziennych jogicznych spotkaniach to świadomość, że w zaciszu własnego domu dzielę ten czas, to doświadczenie z tysiącami ludzi na całym świecie. To właśnie magia Internetu, która nieodmiennie mnie zachwyca.

Zeszłoroczna Yoga Revolution ustawiła poprzeczkę niezwykle wysoko, ciekawa jestem, co wydarzy się w 2018.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Create a website or blog at WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: