Jaki jest kolor zmartwienia?

Istnieje teoria, według  której do osiągnięcia mistrzostwa w jakiejś dziedzinie potrzeba 10 tysięcy godzin praktyki. Jest taka dziedzina, której poświęciłam dostatecznie dużo czasu i energii, żeby zdobyć pas mistrzowski. Ta dziedzina to… zamartwianie się na zapas.

Całe lata praktyki sprawiły, że wynajdywanie potencjalnych katastrof idzie mi jak z płatka. Akcja jest wartka, zbiegi okoliczności, prowadzące do nieszczęśliwego zakończenia niezwykle prawdopodobne, a efektów specjalnych nie powstydziłaby się największa hollywoodzka produkcja.

Wydaje mi się, że w mojej podświadomości utrwalił się  schemat – dostatecznie dużo się martwisz, udręczasz siebie i innych swoimi zmartwieniami, odpokutowujesz na zapas, to to, czego się boisz nigdy się nie wydarzy.

Całe lata takiego autosabotażu wykazały mi jedno. Takie taplanie się w bagnie własnych strachów związanych z przyszłością jest niezwykle bolesne i wyczerpujące energetycznie.

Świadomość już jest. Więc teraz kolej na ciężką harówkę, kolejnych 10 tysięcy godzin, żeby te myśli okiełznać. Z pomocą przychodzi Byron Katie, o której metodzie pracy z umysłem możesz przeczytać tutaj.

Ostatnio z kolei trafiłam na książkę Davida Ponda, Czakry dla początkujących, której jeden z rozdziałów „Zmartwienie jako energia” przykuł moją uwagę.

Autor wychodzi od znanego faktu, jakim jest uzdrawiająca siła modlitwy. Kiedy wszystko inne zawodzi, lekarze mówią czasami bliskim chorych, że nie pozostaje już nic innego jak modlitwa za chorego. I tak dokonują się cuda niewytłumaczalne z medycznego punktu widzenia. Takie historie wszystkim są znane. A jak to się ma do martwienia się o tych, których kochamy?

„[Martwienie się] jest negatywną modlitwą. Jest to wręcz dosłowne wysyłanie negatywnej energii i oblekanie innych w nasze lęki. Można to zilustrować w celu lepszego zrozumienia zagadnienia. Jaki jest kolor zmartwienia? Czarny? Szarozielony? Brudnobrązowy? […] Wyobraź sobie siebie malującego na płótnie obraz kolorami, które według ciebie świetnie oddają emocje związane ze zmartwieniem. Wyobraź sobie, jak oprawiasz obraz w ramy, a następnie, jak wręczasz go osobie, o którą się martwisz. Do prezentu dołączasz notkę o treści: Oto mój dar dla Ciebie. Powieś go w dowolnym miejscu, w którym będziesz go często oglądać. Kiedy na niego spojrzysz, uchwycisz uczucia w nim zawarte. Wówczas pamiętaj, że w taki sam sposób ja myślę o Tobie.” [Pond, 2017, s.159-160]

Wnioski? Jeśli działa moc modlitwy, działa też moc zmartwienia. Musimy brać odpowiedzialność za energię, jaką obdarowujemy innych i samych siebie w myśl zasady: uważaj, czego sobie życzysz, bo może się spełnić.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Create a website or blog at WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: