Było, minęło. Ale ile zostanie na zawsze!

Za każdym razem kiedy kończy się pewien etap, myślę sobie „to już?!?” Nie inaczej jest tym razem. Jutro wypada ostatni zjazd studiów podyplomowych Ajurweda – holistyczna koncepcja zdrowia.

Pamiętam, jak rok temu o tej porze niezmiernie podekscytowana zapisywałam się na te studia. A za dwa dni będę pisała egzamin końcowy. Czy było warto?

Zdecydowanie. To nie są studia, po których człowiek ma gotowy fach w ręku i papier na potwierdzenie swoich umiejętności. Po tych studiach nie zostaje się ekspertem, ale, jeśli połknęło się haczyk, to praktykiem już z całą pewnością. A że wędka zarzucana była przez ludzi, którzy naprawdę żyją tym, czego uczą, myślę, że w świat ruszy kolejna certyfikowana grupa entuzjastów i praktyków ajurwedy. Co mnie do niej przyciągnęło i dlaczego w ogóle postanowiłam zacząć te studia?

Holistyczne podejście do człowieka, jego życia i zdrowia. Według filozofii ajurwedy człowiek to ciało, dusza, umysł i zmysły, a zdrowie to równowaga pomiędzy nimi. Zdrowie, czyli svastha „bycie w sobie, ugruntowanie w sobie”, jest tak istotne ponieważ pozwala człowiekowi na realizację czterech celów życiowych – dharmy, realizacji życiowego powołania, arthy, zatroszczenia się o status materialny, kamy, czerpania przyjemności zmysłowych z życia i wreszcie mokshy, uwolnienia się od błędnej identyfikacji z ciałem.

Cele, nie da się ukryć, ambitne, więc i zdrowie się przyda. Co ciekawe z ajurwedyjskiego punktu widzenia zdrowie to nie brak choroby. Zdrowie to stan harmonii. To, co bardzo przemawia do mnie w ajurwedyjskim podejściu to położenie nacisku na nierozerwalny wpływ i ciągłe oddziaływanie na siebie czterech składowych: ciała, umysłu, zmysłów i duszy.  

W Caraka Samhicie, ajurwedyjskim tekście datowanym mniej więcej na III w n.e., a studiowanym również współcześnie, czytamy: Życie (ayu) to połączenie (samyoga) ciała, zmysłów, umysłu i reinkarnującej się duszy. Ajurweda to najświętsza nauka o życiu, przynosząca korzyści ludziom zarówno na tym świecie, jak i świecie istniejącym poza naszym.

Skoro tak, to nie ma chyba ważniejszych studiów.

Czego się nauczyłam? Na pewno całej masy praktycznych przepisów, ale też dużo teorii, do której pewnie sama nie przysiadłabym i nie poświęciła jej dostatecznej uwagi, a teraz widzę, jak wszystko składa się w piękną i wyrafinowaną całość.

Po tym roku inaczej jem i rozumiem dlaczego powinnam tak, a nie inaczej (tu), bardziej świadomie decyduję o której się położę i o której wstanę (tu). W moim domu zagościły takie gadgety jak  czyścik do języka (tu) i dzbanuszek neti (o tym wkrótce 🙂 ). W łazience mam składzik olejów (tu), a w kuchni słoiki z różnymi cudami (tu i tu i tu i tu 🙂 ). Pólka z książkami ugina się pod książkami pełnymi kolorowych karteczek (część z nich tu)

Miałam okazję praktykować jogę wg. różnych szkół i dzięki temu odnalazłam swoją jogiczną przystań. Sivananda urzekła mnie, ale muszę przyznać, nie była to miłość od pierwszego wejrzenia.

Znając życie, za jakiś czas pewnie zapomnę nazw siedmiu tkanek w sanskrycie i będę musiała się mocno zastanowić, żeby sobie przypomnieć nazw różnych typów agni. Ale nie ma to dla mnie znaczenia, bo nauczyłam się wielu cennych rzeczy.

Na początek prawda powszechnie znana, ale wypowiedziana w odpowiednim czasie i w odpowiedni sposób naprawdę otwiera oczy. Bądź tu i teraz. Nasza wykładowczyni, Grażyna Kotlorz, często nam to powtarzała. Ten wykład już się nie powtórzy, albo przeżyjesz tę chwilę w trakcie jej trwania, albo bezpowrotnie stracisz tę okazję.

Źródłem naszych problemów jest błędna identyfikacja. Pojęcie „ja” utożsamiamy z ciałem, ze statusem. To, co zewnętrzne czynimy wewnętrznym. To, co przelotne chcemy by było trwałe. Nasza dusza jest w stanie równowagi. Zawsze. Zaburzenie równowagi jest sprawką umysłu. Bramy do cierpienia to kama (przywiązanie), raga (namiętność), krodha (nienawiść), dvesa (awersja), lobha (chciwość), awidya (ignorancja). Jak wyrwać się z tego błędnego koła? Poprzez świadome działanie i korzystanie z własnej inteligencji.

I na koniec, coś, co niezwykle mnie poruszyło. Grażyna opowiadała nam o swojej rozmowie z dr. Partapem Chauhanem na temat reinkarnacji. Według hinduistycznych wierzeń, dusze ponownie wcielają się i wracają na Ziemię do dusz, z którymi się zetknęły w poprzednim życiu. I tak, przeżywamy kolejne życia w różnych konfiguracjach. Tak więc, nie żegnamy się z ukochanymi na zawsze. Odchodzącym powinniśmy życzyć cudownej podróży i do zobaczenia wkrótce.

Bardzo dziękuję za ten rok naszym Wykładowcom i fantastycznej Grupie I, to była wielka przyjemność.

2 myśli na temat “Było, minęło. Ale ile zostanie na zawsze!

Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Create a website or blog at WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: