Jogiczne spa w domowym zaciszu

W aptekach co i raz pojawiają się nowe, natrętnie reklamowane wynalazki. Specjaliści ds. marketingu albo wymyślają nowe przypadłości, albo sięgają do źródeł, wmawiając nam, że ofiarowują nam „gorącą nowość”. 

Nie inaczej jest w przypadku dostępnych w aptekach irygatorów do oczyszczania zatok. Tymczasem tradycja płukania kanałów nosowych i zatok jest stara jak świat.

Niedawno pisałam o tratace (tu), wspominając, że jest jedną z sześciu jogicznych metod oczyszczania ciała. Dziś pora na jala neti. Pod nazwą neti kryją się różne metody oczyszczania nosa i kanałów nosowych, zatok. W metodzie jala neti używa się wody (jala w sanskrycie oznacza wodę).

Poza letnią, przegotowaną lub źródlaną wodą do wykonania zabiegu potrzebujemy odrobiny soli (ok. 1/8 łyżeczki, metodą prób i błędów trzeba dobrać odpowiednią ilość soli) i specjalnego naczynia nazywanego neti pot. Próbowałam też z tradycyjną gumową „gruszką”, ale jakoś nie bardzo mi to wychodziło, dlatego polecam inwestycję w neti pot.

Mocno wychylamy się do przodu. Dziubek neti pot wkładamy do jednej dziurki nosa i  przechylamy głowę w przeciwną stronę, tak, żeby woda, wpływająca do nosa jedną dziurką, wypłynęła drugą. Pozwalamy, żeby cała woda w naczynia przelała się w ten sposób, po czym całą czynność powtarzamy na drugą stronę. W trakcie całego zabiegu spokojnie oddychamy przez usta, a po zabiegu pozbywamy się resztek wody, bardzo delikatnie wydmuchując nos. Następnie osuszamy jeszcze kanały nosowe, kilkadziesiąt razy wdychając powietrze przez usta i wydychając nosem.

Jakieś dwa, trzy lata temu wpadłam na wideo Adriene Mishler, prowadzącej na You Tube kanał Yoga with Adriene, w którym prezentuje tę właśnie metodę oczyszczania zatok. Gracja w czystej postaci. Jak zwykle. Więc kiedy sama zabrałam się do dzieła, nieco się zdziwiłam. W każdym razie gdybym to nagrywała, nie byłby to materiał nadający się na wizję. Łzy, ślina, przedziwne pieczenie z tyłu czaszki i łomoczące serce. Tak się bawią aspirujący jogini!

Wszystko jest kwestią techniki, odpowiedniego nachylenia głowy, uzyskania odpowiedniego roztworu i spokoju. Z każdym kolejnym razem było lepiej. A silne przekonanie, że mimo bolesnych początków nie należy ustawać, czerpałam z ajurwedyjskich lektur:

„Kanały nosowe można porównać do bramy prowadzącej do umysłu i zmysłów, pierwszego miejsca, w którym podczas oddychania wchłaniamy pranę, czyli energię witalną. Prana ta natychmiast odżywia mózg i zmysły oraz pobudza umysł. Dlatego też właściwe funkcjonowanie kanałów nosowych jest niezbędne, jeśli chcemy by nasz umysł i zmysły były klarowne i wyostrzone”. [Frawley D, Ranade S, s.204]

Zaufanie do Dawida Frawleya i Subhasha Ranadego, to nie jedyny powód dla którego nie ustawałam w praktyce. Nie jest nim również fakt, że zainwestowałam w piękny dzbanuszek. Powodem, dla którego nadal to robię, jest fakt, że mimo pewnych początkowych trudności, po samym zabiegu czuję się fantastycznie. Trudno to opisać, określiłabym to jako uczucie lekkości, przestrzeni w głowie, bardzo przyjemna sprawa. Poza tym, metoda ta jest nieodzowna przy wszelkich alergiach oddechowych, z mojego doświadczenia, pomaga też szybko zwalczyć przeziębienie.

Przy okazji tego wpisu chciałabym przypomnieć: nie jestem lekarzem. To, o czym piszę, to moje własne doświadczenia, wynikające z mojej fascynacji jogą i ajurwedą. Jedyną osobą, za zdrowie której biorę odpowiedzialność, jestem ja sama 🙂

 

Może zainteresuje Cię:

 

Pomarańczowy zapach Świąt

Namaste!

Całkiem przyjemny murek, czyli buddyjskie spojrzenie na życiowe potknięcia

Pieprz i migdały, czyli ajurweda na poprawę wzroku

Anty-ama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s