MBSR, czyli osiem tygodni uważności

Kilka lat temu wpadła mi w rękę książka Jona Kabat-Zinna „Życie piękna katastrofa”. Wtedy mindfulness, uważność coś mi tam mówiły, ale kupiłam tę książkę przede wszystkim dlatego, że ujął mnie jej poetycki, nieco melancholijny, acz niosący pewien pozytywny wydźwięk tytuł. To zabawne, bo tytuł oryginału jest nieco mniej poetycki, a na pewno ciut mroczniejszy: „Full Catastrophe Living”

Książkę przeczytałam z dużym zainteresowaniem. Powstała na bazie programu Kliniki Redukcji Stresu Centrum Medycznego przy Uniwersytecie Massachusetts. Ośmiotygodniowy program redukcji stresu i chronicznego bólu oparty jest na uważności, samoświadomości, czyli uważnym i świadomym byciu w swoim ciele, bacznej obserwacji umysłu i dokarmieniu ducha. Wskazuje na konkretne praktyki, które mogą pomóc, jak na przykład skanowanie ciała, o którym pisałam tutaj i przywołuje historie osób, których komfort życia znacząco wzrósł dzięki przejściu przez ten ośmiotygodniowy proces.

Czy po przeczytaniu prawie 600 stron można zabrać się za to samemu? Uważam, że tak. Ale pamiętam, że w trakcie lektury myślałam sobie, że bardzo chętnie wzięłabym udział w tego typu warsztatach. I w minionym roku się udało. W grudniu zakończyłam 35 godzinny kurs Mindfulness Based Stress Reduction wg profesora Jona Kabat-Zinna i uznałam, że warto podzielić się płynącymi z niego przemyśleniami.

Nie będę pisać o samym kursie, jeśli jesteś zainteresowany, z łatwością odnajdziesz szczegółowe informacje na stronach organizatorów tego typu kursów. Tu kilka przemyśleń, które może wydadzą Ci się znajome i skłonią do refleksji.

Po pierwsze te osiem tygodni unaoczniły mi jak bardzo jestem rozproszona, jak bardzo mój umysł jest rozbiegany. Nie żeby było to jakieś wielkie dla mnie zaskoczenie, ale jednak skala zjawiska dała mi do myślenia. Oczywistym jest, że ciało potrzebuje odpoczynku, wszyscy wiedzą, jak ważny dla ciała jest sen. Odpoczynkiem dla umysłu jest zakotwiczenie w chwili obecnej. Bez wybiegania z zadyszką w przyszłość, bez taplania się w bagienku przeszłych pomyłek, wpadek, apokaliptycznych katastrof, bez życia w alternatywnej rzeczywistości naszej wyobraźni, gdzie jesteśmy szczęśliwi, kochani, zawsze błyskotliwi i nosimy upragniony rozmiar ubrań. Wszystkie te eskapady są łatwe, nasz umysł je uwielbia, ale jednocześnie bardzo go męczą, nie dają mu wytchnienia, który może odnaleźć jedynie w chwili obecnej, w tak oklepanym, a jednocześnie tak rzadko odwiedzanym „tu i teraz”. Praktyka czyni mistrza. Lata treningów fantazjowania trzeba zastąpić  treningiem bycia w teraźniejszości.

A dlaczego warto, o tym w punkcie drugim. Otóż jeden z tygodni treningu uważności zakładał odnotowywanie jednego przyjemnego doświadczenia w trakcie dnia. Zmusił mnie tym samym to wytężenia uwagi na może i miłe, ale mało spektakularne codzienne czynności. I tak uświadomiłam sobie, że strasznie dużo mi umyka każdego dnia! Kiedy bardzo uważnie, zwracając uwagę na ciepło, zapach, dotyk myłam włosy, uznałam, że to niezmiernie przyjemne. Kolejnego dnia bardzo uważnie wypiłam kawę. To była najlepsza kawa, jaką piłam, choć była to kawa, której nie piłam po raz pierwszy. Co więcej, następnego dnia jechałam do pracy z myślą, że muszę się jej koniecznie znowu napić. Zrobiłam ją dokładnie tak samo jak poprzedniego dnia, usiadłam przy biurku, wdzwoniłam się na telekonferencję, otworzyłam plik, w którym spisuję minutki… i oczywiście ocknęłam się, kiedy filiżanka była już pusta. Nie wiem czy ta kawa mi smakowała, nie wiem nawet jak smakowała. Poczułam wtedy straszną stratę. To była tylko mała kawa w mleczną pianką, ale stała się dla mnie symbolem wszystkich przyjemnych doświadczeń, które przeciekają mi przez palce, kiedy nie jestem obecna.

Po trzecie – zgubny multitasking. I znowu nic nowego. O multitaskingu, czy switchtaskingu dużo już napisano, chyba już wszyscy wiedzą, że dla mózgu to nic dobrego. Ale nie mam tu na myśli przeglądania internetu w pięciu zakładkach, przy akompaniamencie radia w trakcie spożywania obiadku i prowadzenia rozmowy telefonicznej. Chodzi mi o coś nieco subtelniejszego. Złapałam się na tym w trakcie praktyki jogi. Trening uważności na pewnym etapie wprowadzał codzienną praktykę jogi na zmianę ze skanowaniem ciała, co powitałam z dużą radością. Codzienna praktyka formalna, czyli poświęcanie określonego czasu na nic innego jak tylko praktykę uważności zaczęła mi dawać się trochę we znaki, miała wrażenie, że na nic nie mam czasu, a jogę i tak staram się praktykować codzienne, no więc świetnie. I tu się złapałam na tym, że w trakcie własnej praktyki myślałam o tym, jak dane ćwiczenie oddechowe, czy asanę mogłabym wprowadzić na zajęciach jogi, które prowadzę. Bez trudu można się domyślić, ile sama w danym momencie z tych praktyk czerpałam. I to niby takie oczywiste, ale myślę, że póki człowiek nie przyłapie się in flagranti, to nie poczuje w pełni absurdu multitaskingu.

Jeśli ktoś ma nadzieję, że te osiem tygodni zrewolucjonizują jego życie, to może przeżyć zawód. Myślę, że wzmożyły moją czujność, łatwiej przychodzi mi teraz „przyłapywanie się”.  Jon Kabat- Zinn mawiał, że ósmy tydzień to nie koniec, to początek całej reszty życia i praktyki. Postanowiłam nie kończyć na 8 tygodniach, a przeciągnąć pracę nad uważnością na 53 nadchodzące tygodnie. Z pomocą przyjdzie mi książka Dr Jan Chozen Bays, lekarki i nauczycielki buddyzmu zen, pod tytułem Mindfulness. Jak wytrenować dzikiego słonia i inne przygody w praktyce uważności. A  proces oswajania mojego słonia będę relacjonować na blogu 🙂

 

Może zainteresuje Cię:

 

Rachunek sumienia na receptę

Błogosławieni niedoinformowani

O psach, wojownikach i leniwcach, czyli co zrobić, żeby się chciało, kiedy się nie chce

Yin joga – pozwól sobie na odrobinę delikatności

Ajurwedyjska pomoc na bezsenną niemoc

 

2 odpowiedzi na “MBSR, czyli osiem tygodni uważności”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s