Niewygodne pytania, a jedzenie pod znakiem uważności

Święta za nami, Sylwester za nami, zaczyna się nowy rok, a wraz z nowym rokiem, jak co roku, mamy wysyp postanowień, obietnic, składanych samym sobie, a czasem pobożnych życzeń, w które sami nie wierzymy.

Myślę, że jeśli by zrobić zestawienie najczęstszych postanowień noworocznych, to „schudnę” byłoby w ścisłej czołówce. Więc z jednej strony ten specyficzny czas w roku, z drugiej wszechobecność wszelkiego typu porad żywieniowych, cateringów dietetycznych i, moim zdaniem nakręcanych przez media, media społecznościowe, fobii związanych z jedzeniem. A to gluten, a to laktoza, a to nie dość eko. Wydaje mi się, że jeszcze nigdy kwestia jedzenia, nie budziła takich emocji i tyle lęku.

Emocje i jedzenie zawsze były blisko. Mogę się założyć, że każdy ma jakieś konkretne wspomnienie kulinarne związane z dzieciństwem. Każdy ma też pewnie jakieś danie lub przekąskę, które zawsze poprawiają mu humor. I jeśli sięgamy po jedzenie, żeby odżywić się na poziomie emocjonalnym, a niekoniecznie jedynie fizycznym, dobrze jest mieć tego świadomość.

Kiedy działamy w trybie autopilota, zdarza nam się jeść całkowicie bezmyślnie. Kiedy damy sobie czas na odrobinę refleksji i przed pierwszym kęsem weźmiemy głęboki oddech i zadamy sobie to dość niewygodne pytanie: dlaczego właściwie chcę pochłonąć to ciasteczko, czekoladkę, krówkę, czy pączusia odpowiedzi mogą być zgoła zaskakujące.

Bo, tak z ręką na sercu, jak często na pytanie zadane w skrytości ducha pada odpowiedź – jem, bo jestem głodny? Znacznie częściej, jeśli pozwolimy sobie na szczerość względem samych siebie, odpowiedź będzie brzmiała:

bo mi smutno,

bo się nudzę,

bo nie mogę się oprzeć,

bo potrzebuję pocieszenia,

bo dieta i tak nie działa, więc nie mam nic do stracenia,

bo jestem niespokojny,

bo zasłużyłem,

bo w paczce już niewiele zostało, więc trzeba dojeść. (Z tą żelazną logiką nie sposób się nie zgodzić!)

I choć to pytanie może być często niewygodne, nie chodzi tu bynajmniej o samobiczowanie. Nie jestem głodna i tak, to ciasteczko ma sprawić, że będzie mi cieplej na sercu. No i świetnie! Uważność to stan świadomego doświadczania. Jeśli, damy sobie czas i uwagę, żeby zajrzeć w siebie, ocenić stan swojego żołądka i swoich emocji i do takich właśnie wniosków dojdziemy, to sięgając po ciacho, celebrując każdy kęs i jedząc je właśnie z intencją sprawienia sobie przyjemności o ileż większa i pełniejsza ona będzie!

Może też okazać się, że ta chwila refleksji i ten głęboki oddech zaczerpnięty przed pierwszym gryzem, był właśnie tym, czego było nam trzeba by poczuć się lepiej. Ostatecznie to czy pochłoniemy ciasteczko czy nie, nie ma większego znaczenia. Ważna jest intencja i energia jaka będzie nam towarzyszyć w trakcie jedzenia. Dzięki uważności dajemy sobie przestrzeń na świadome dokonanie wyboru.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s