Wiosenne przyjemności

Wiosna to przyjemność sama w sobie. Coraz dłuższy dzień, świeże zielone listki, zapach ziemi i możliwość schowania do szafy wielkich buciorów i mało dodającego urody puchowego płaszcza na parę dobrych miesięcy. Czegóż chcieć więcej?!

A jednak, żeby zachować ciągłość tego przyjemnego cyklu, przywołam dziś, jak zwykle 3 towarzyszące mi obecnie przyjemności.

Szparagi, botwinka i młode ziemniaczki

Kiedy, jeśli nie teraz! Tak jak późnym latem rządzą śliwki, jesienią – rydze, zimą rozgrzewające herbaty z przyprawami, tak wiosna niezawodnie należy do nich. Żadna ze mnie kucharka i gotowanie, jest u mnie zawsze ekspresowe i przeważnie jednogarnkowe. I ta wiosenna super-trójka bez dwóch zdań wpisuje się w ten trend.

Młode ziemniaczki, bez przesadnej staranności obrane, za to dobrze umyte, ugotowane (w jednym garnku 😉 ) i podawane z masełkiem, to dla mnie wiosna w czystej postaci. Może i w wersji krańcowo minimalistycznej, nie przeczę, ale młody ziemniak broni się sam.

W towarzystwie zaś występują szparagi i jest to towarzystwo zacne, bo mowa o pomidorkach koktajlowych. Po przepis odsyłam do niezastąpionej Jadłonomi. Po raz kolejny, minimalistycznie, wiosennie, cudownie!

Botwinka występuje u mnie pod postacią rizotto, z orzechami włoskimi, rodzinkami, serem kozim, gorgonzolą albo, w ostateczności, z fetą. Coś podobnego jadłam kiedyś w pewnym katowickim bistro i potem metodą prób i błędów odtworzyłam w domu, a właściwie to zrobiłam pewną wariację na temat, ale byłam zadowolona i rizotto na stałe weszło do mojego menu. To nie jest blog kulinarny, i z całą pewnością nigdy nim nie będzie, więc zostawiam tu tylko pewną wiosenną inspirację, a po konkret zapraszam w czeluście internetu.

Masażer wieloigłowy i Gua sha

O automasażu, ważnym elemencie dbania o dobrostan, zalecanym przez ajurwedę jako element codziennego rytuału pisałam już tutaj. Tym razem parę słów o masażu twarzy. Masażu, do którego wykorzystuje się małe niepozorne, „analogowe” gadgety, który jednak robią fantastyczną robotę.

Mam wrażenie, że w przeciągu ostatniego roku pojawiło się sporo powszechnie dostępnych gadgetów do pielęgnacji twarzy, a może to tylko kwestia mojej „bańki” i rzeczy te były dostępne już od dawna. Tak czy siak w przeciągu ostatniego roku czy dwóch w moich progach zawitał wałek wieloigłowy Lyapko i płytka do masażu gua sha.

Oba czerpią z tradycji medycyny chińskiej, oba pozwalają na naturalne ujędrnienie, wygładzenie, odmłodzenie skóry twarzy. Oba gadgety zresztą mogą być wykorzystane do masażu innych części ciała. Płytka gua sha przyjemnie uwalnia od napięcia barków, masażer wieloigłowy wykorzystuję do rozluźnienia łydki, z którą mam problem w związku ze starą kontuzją.

Wracając do twarzy – już kilka minut masażu walkiem suchej twarzy pobudza krążenie, dodaje energii, działa jak poranna kawa. Po takim masażu można nakładać tonik, serum, krem, makijaż etc. Z kolei masaż płytką gua sha wymaga użycia olejku do masażu, żeby nadać skórze poślizg. Z tego względu zwykle gua sha towarzyszy mi wieczorem a masażer rano, ale nie jestem ekspertem, a amatorem, więc jeśli poczujesz się zainspirowany do masażu twarzy, polecam wypróbować te cuda na sobie, zdecydować co ci odpowiada i współgra z twoim planem dnia.

Co do samej techniki, jest całkiem sporo materiałów m.in. na Youtube, więc tam odsyłam, raz jeszcze zapewniając, że warto.

Remanent

Ogromnie lubię sięgać po schowane w pawlaczu torby z letnimi ciuchami. Z pełną świadomością, ze polska wiosna nie rozpieszcza i pewnie jeszcze trochę to potrwa, zanim będzie można wyjść w zwiewnej sukience, ale taki ciuchowy remanent daje poczucie, że to już tylko chwila. A jak nadchodzi ten dzień kiedy, z zaciśniętymi szczekami i fatalistycznym poczuciem falstartu, stwierdzam, że choćbym miała marznąć, to nastał moment na wypranie i schowanie zimowego płaszcza, wtedy już oficjalnie witam wiosnę.

I właśnie to ten czas zmian, to oczekiwanie i wypatrywanie lubię w wiośnie najbardziej, przyglądanie się rozwijającym się listkom, temu stopniowemu gęstnieniu liściastego lasu. Kiedy nastanie lato, kiedy wreszcie nadejdzie chwila na ubranie tej zwiewnej sukienki cały proces wiosennej przemiany będziemy już mieć za sobą. A więc trwaj wiosno, o wiosno, jesteś piękna!

Może zainteresuje Cię:

Olej o poranku, czyli o korzyściach zdrowotnych ssania oleju

Nawodnienie w duchu ajurwedy

iRest – Integrative Restoration Yoga Nidra Meditation

Sattwa od kuchni, czyli 3 guny i 3 rodzaje szczęścia

Migrena – spojrzenie ajurwedyjskie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s